Instagram
-->

marek ogień photography

  • islandia ciąg dalszy 09.09.10

    puste drogi, cisza, brak drzew, brak życia, zorza polarna, ciepłe dni a zaraz po nich zimne ulewne, gorące źródła, wodospady, nieudane polowania na renifery, fantastyczne fiordy, dziwni ludzie. za pare dni ruszamy w drogę, jest tyle rzeczy które chcemy zobaczyć. wydaje mi się że widziałem dużo a tak na serio to ledwo co postawiłem nogę na tej wyspie. jest jeszcze kilka rzeczy o których chcę napisać a w zasadzie chcę się pochwalić ale to w swoim czasie. bajabongo.










  • Islandia w drodze, dzien 1 23.09.10

    Przez osatnie kilka dni byliśmy w podróży. Głównie południowa Islandia. Mieliśmy sporo przygód, sporo stresu i widzieliśmy niesamowite miejsca. Postaram się to jakoś opisać i zobrazować.

    Dzień pierwszy.

    Ostatnie dni były okrutnie wietrzne, na południu samochody stawały na drogach z powodu silnych wiatrów. My ruszyliśmy w drogę w jeden z tych ostatnich dni pełnego wiatru. Przed nami plan miejsc kóre chcemy zobaczyć, droga należy do nas, wolność, chcemy widzieć wszystko i poczuć moc Islandii. Przejeżdżamy fiordy, wieje, wyje, rzuca czasem autem, pada deszcz, zaraz świeci słońce, jest zimno bo niecałe 10C. Zdecydowaliśmy, że wycieczka z racji na koszty i z racji na to że chcemy to tak przeżyć jak chcemy będzie "low budget". Przejeżdżamy przez jeden z najniebezpieczniejszych ale cudownych odcinków głównej drogi po Islandii. Po lewej szaleje Atlantyk, po prawej góry, z których ssypują się kamienie. Zmroziło nas po raz pierwszy jak zobaczyliśmy jakie głazy leżały na drodze. Stajemy na noc pod latarnią morską, piękny zachód słońca, wciąż wieje. Jest okrutnie zimno, jesteśmy nigdzie, ziemia niczyja, ocean, góry, niebo, natura. Tak o 11 w nocy zaczął się najpiękniejszy spektakl jaki w życiu widziałem. Niebo zafundowało nam najlepsze mjesca w swoim wielkim kinie, prywatny seans kolorów na niebie którego nigdy nie zapomnę. Można się poczuć dziwnie, można poczuć strach i niepokój, czy to koniec świata, czy może coś innego. Światła północy to magiczne zjawisko.
    Później nie było lekko, wiatr mroził nam krew w żyłach kilkakrotnie. Myśl o tym że może wywrócić nam auto dręczyła nas prawie do samego rana.
















  • Islandia w drodze, dzien 2 27.09.10

    Dzień 2.

    Dobrze jest wstawać wcześnie rano. Poranny spacer po plaży, wszystko wygląda inaczej jak świeci słońce.
    Ruszamy w drogę i dojeżdżamy do Hofn skąd widać jęzory Vatnajokull, największego lodowca na Islandii. Taka ciekawostka, średnia grubość lodu to coś koło 400m. W każdym razie stajemy gdzieś przed pierwszym jęzorem, dojście do "niego" zajęło nam dobrą godzinę, zasrany wiatr nie przestawał a nawet wydawało się że wieje jeszcze mocniej. W końcu doszliśmy i zobaczyliśmy jeziorko z pływającymi bryłami lodu. Dziwne miejsce, takie trochę niepokojące, może też przez znak ostrzegawczy że szczeliny, że woda zimna i hipotermią grozi, że piaski, generalnie tacy spacerowicze jak my to nie powinni nigdzie dalej sie zapuszczać.
    Ruszamy dalej w drogę. Przed nami Jokulsarlon, miejsce na wyspie które każdy turysta ma wpisane na liście jako "must see". Wygląda to tak, nagle z drogi widać ogromną lagune błękitnej wody z wielkimi i małymi turkusowymi bryłami lodu. Oczywiście są i takie które są brudne i szaro-czarne. Generalnie nie potrafię tego opisać, trzeba tam być i to widzieć, epickie miejsce. Lód wpływa do oceanu, między tym wszystkim pływają foki, dookoła cisza a w tle widać masywny lodowiec. Myśle że zdjęcia najlepiej to przedstawią.
    W końcu przestaje wiać a nam udaje się znaleźć spokojne miejsce na nocleg. Niebo wygląda identycznie jak noc wcześniej i po raz kolejny widzimy zorze. To był bardzo inspirujący dzień.






















  • Islandia w drodze 30.09.10

    Z racji że dalsza część drogi już nie jest tak bardzo ciekawa i tak bardzo bogata w ciekawe miejsca skróciłem to do jednej notatki.

    Dzień 3
    Pobódka 7:00, nie jemy śniadania, jedziemy znowu na Jokulsarlon. Nie możemy się uwolnić od tego miejsca, ta cisza nas wciąga, jedynie co jakiś czas budzi nas hałas odłamujących się brył lodu. Jedziemy dalej, szkoda czasu chociaż już niewiele kilometrów do Reykjaviku. Tereny zmieniają się a my po drodze zwiedzamy kilka ciekawszych wodospadów, spacerujemy jedną z najpiękniejszych plaż na świecie (jak to pisze jeden z amerykańskich magazynów o plażach). Kilometry mijają, kolejne wodospady pokazują się naszym oczom, widzimy szczyty lodowców obsypane pyłem z majowego wybuchu. Rozbijamy samochód... stres.

    Dzień 4
    Nie wstajemy zbyt uśmiechnięci, zdarzenie wczorajszego dnia wciąż chodzi po głowie. Dzisiaj gejzer. To chyba jedno z najgorszych miejsc jakie widziałem na Islandii. Wygląda to tak, stoi stacja benzynowa, obok płot, za płotem chodnik który prowadzi pod wszystkie gejzery. Przed głównie wybuchającym co 10 minut gejzerem 30 Niemiaszków, wszyscy czekają z aparatami, woda wybucha na 20m, każdy robi zdjęcie. Niemcy uciekają do autobusu, przychodzą żelipapą. I tak cały czas. Jest coś pięknego w tym że ta woda wybucha z tej ziemi ale cały ogół dramat, miejsce straciło swoją dzikość, teraz jest typowo wiejski festyn dla wczasowiczów. Uciekamy nad wydospad Gullfoss. Woda przelewa się w przepiękny sposób, turystów znowu milion. Przez drugą połowe dnia szukamy gorącego źródła. Nie znajdujemy, niestety marzenie o gorącej wodzie wciąż pozostaje marzeniem.

    Dzień 5
    Jest lepiej. Nie przejmujemy się autem za bardzo. Przed nami trochę kilometrów które chcemy zrobić w jak najszybszym czasie. W życiu bywa tak, że jakby się coś zrobiło szybciej, jak ja bym zwinął szybciej śpiwór, jakbyśmy nie stali na śniadaniu tak długo, jakbyśmy nie staneli na stacji wyrzucić śmieci, jakbym nie powiedział Paulinie żeby zwolniła może by ten spory kamień nie rozbił nam przedniej szyby... to już jest obłędne, to już nie jest pech, przypadek, to jest przeznaczenie!
    Teraz już nic nas nie może zatrzymać, przecinamy pola zastygłej lawy i w końcu dojeżdżamy do Blue Lagoon. Numer jeden na liście każdego turysty, numer jeden jeżeli chodzi o spa, numer jeden jeżeli chodzi o wszystko, numer jeden dla nas bo w końcu ciepła woda! Spa na pełnym wypasie, do tanich nie należy ale warto jednak wymoczyć się w wodzie która płynie z ziemi przez fabrykę, ma 40C, śmierdzi siarką i jeszcze jest lecznicza.
    Następne dwa dni przed wylotem spędziliśmy w Reykjaviku gdzie nie wyjąłem nawet apartu. To była długa i niełatwa podróż. Może tylko tydzień ale i tak sporo zobaczyliśmy, przeżyć mamy mase. Wspomnienia i zdjęcia będą nam zawsze o tym przypominały a z niektórych sytuacji będziemy się śmiali już zawsze. Islandia to "ziemia niczyja", można poczuć się jak na innej planecie, można zobaczyć magie natury, można doświadczyć ogromnej potęgi żywiołów i tego że człowiek może bardzo niewiele.